Szczepienia przeciwko meningokokom za miesiąc

NFZ, lekarz, medycyna, przychodnia Brak Komentarzy »

Radni wygospodarowali z budżetu miasta pieniądze na szczepienia dzieci przeciwko meningokokom. Wszystko wskazuje na to, że do przychodni będzie można się zgłaszać już na przełomie kwietnia i maja
Informacja o tym, że ratusz planuje zafundować szczepionki najmłodszym płocczanom, pojawiła się kilkanaście dni temu. Początkowo władze miasta optymistycznie planowały, że być może uda się zaszczepić wszystkie dzieci do 12. roku życia. Po oszacowaniu kosztów okazało się, że potrzeba na to około 2 mln zł. Podczas ostatniej sesji rady miasta rajcowie podjęli uchwałę o zmianach w budżecie na 2008 rok. Na szczepienia wygospodarowali 1 mln zł. Niewykluczone jednak, że jeszcze w tym roku uda się na ten cel zabezpieczyć kolejne pieniądze.

- Zgodnie z uchwałą wiek dzieci, które będą mogły być zaszczepione przeciwko meningokokom, określiliśmy w przedziale od 0 do 12 lat - mówi wiceprezydent Piotr Kubera. - Początkowo obliczaliśmy, że 1 mln zł wystarczy tylko na szczepionki dla dzieci w wieku od 0 do 6 lat. Takim ograniczeniem w treści uchwały nie chcieliśmy sobie jednak zamykać drogi na wypadek, gdy okaże się, że pieniędzy starczy także na szczepionki dla starszych dzieci. Z doświadczeń innych miast, które podobne akcje przeprowadziły, wynika, że zainteresowane szczepieniami jest około 70 proc. społeczeństwa. Już teraz możemy zapewnić, że pieniędzy wystarczy na zaszczepienie dzieci do szóstego roku życia włącznie. Jeśli okaże się, że zainteresowanie jest mniejsze, niż oczekiwaliśmy, poszerzymy przedział wiekowy. Wszystko wyjdzie w praktyce. W każdym razie do wykorzystania jest na pewno cały milion złotych. Mamy nadzieję, że szczepienia zaczną się na przełomie kwietnia i maja.

Ratusz chce, aby szczepienia odbywały się w przychodniach. - W grę nie wchodziły szkoły, bo szczepienie nie jest przecież obowiązkowe - tłumaczy wiceprezydent Kubera. - To rodzice powinni zadecydować o tym, czy szczepić swoje dziecko. Gdyby akcja była prowadzona w szkołach, mogliby czuć się pod presją. Poza tym pieniądze z miejskiej kasy możemy przeznaczyć tylko na szczepienie dzieci mieszkających w Płocku. Tymczasem do szkół chodzą również uczniowie z sąsiednich gmin. W najbliższym czasie ogłosimy konkurs dla przychodni na przeprowadzenie akcji. Zależy nam, żeby dostępność leku była jak największa i dlatego mamy nadzieję, że zgłosi się jak najwięcej chętnych placówek. Sądzimy, że stawka będzie zbliżona do tej, jaką płaciliśmy za szczepienia przeciwko grypie dla starszych osób, czyli około 14 zł za jeden zastrzyk.

W ratuszu zapewniają także, że cały czas będą starali się wygospodarować w budżecie pieniądze na zaszczepienie kolejnych dzieci. Jeśli nawet nie uda się to w tym roku, profilaktyka będzie kontynuowana w następnych latach.

Decyzję o zafundowaniu szczepień ratusz podjął, kiedy w ciągu kilku miesięcy na najgroźniejszą odmianę sepsy, tzw. sepsę meningokokową, zachorowało w Płocku kilkoro dzieci. Dwa przypadki zakończyły się tragicznie. Zmarł 17-letni uczeń Centrum Kształcenia Ustawicznego oraz ośmioletnia uczennica Szkoły Podstawowej nr 3. W mieście gwałtownie wzrosło zainteresowanie szczepionkami przeciwko meningokokom. Problemem był jednak koszt profilaktyki. Jedna dawka leku kosztuje około 150 zł.

W kolejnych latach ratusz zamierza kupić także szczepionki dla uczniów szkół ponadgimnazjalnych. Na bieżąco będą też szczepione najmłodsze, nowo narodzone dzieci.

Źródło: Gazeta Wyborcza Płock

Tracimy lekarzy ratowników

lekarz, medycyna, przychodnia Brak Komentarzy »

Medycy wyjeżdżają za granicę. Ministerstwo chce temu zapobiec i skraca ścieżkę uzyskania specjalizacji

Specjalistów medycyny ratunkowej powinno być w Polsce około 3 tysięcy. Jest 500, z czego niewiele ponad połowa pracuje w zawodzie. – To właśnie lekarze tej specjalności najczęściej wyjeżdżają za granicę. Zaświadczenie pozwalające na pracę za granicą wziął już co dziesiąty z nich – mówi Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

A od tych specjalistów często zależy życie ludzi. – To do lekarza medycyny ratunkowej trafia na oddział ratowniczy pacjent w bardzo ciężkim stanie i bezpośrednim zagrożeniu życia: po wypadku, po zawale serca – mówi Krzysztof Wójcikiewicz, wicedyrektor szpitala św. Wojciecha w Gdańsku.

Ministerstwo Zdrowia stara się zaradzić problemom, przygotowując specjalne przepisy. – Otwieramy krótką ścieżkę uzyskiwania specjalizacji z tej dziedziny medycyny. Liczymy, że dzięki temu zyskamy 500 nowych specjalistów – zapowiada Andrzej Włodarczyk, wiceminister zdrowia. Z tej drogi będą mogli skorzystać lekarze, którzy już mają specjalizację, ale w innych dziedzinach.

Czy to załatwia problem? Eksperci martwią się, że młodzi lekarze nie chcą otwierać specjalizacji. – Kiedyś konkurencja, by dostać się na specjalizację, była ogromna. Teraz w moim regionie na pięć miejsc zgłosiło się tylko trzech chętnych – opowiada Krzysztof Wójcikiewicz.

Lekarze mają małą motywację, by robić specjalizację, bo – zgodnie z ustawą o ratownictwie medycznym – mają na to czas aż do 2020 roku. Ale nie tylko – niedawno pisaliśmy, że młodzi medycy zamiast neonatologii, z której specjalistów dramatycznie brakuje, wybierają bardziej intratne położnictwo. Mało jest chętnych do zawodu anestezjologa. – Decyduje motywacja finansowa – przyznają.

Prof. Wojciech Gaszyński, anestezjolog i specjalista medycyny katastrof: – Zaczynam się zastanawiać nad motywacją młodych ludzi. W tych dziedzinach, w których nie ma możliwości dorobienia sobie poza publiczną służbą zdrowia, prowadzenia prywatnych gabinetów, zainteresowanie specjalizacją jest bardzo małe. Mniej więcej 15 procent wszystkich zaczynających specjalizację z medycyny ratunkowej to pasjonaci, którzy są gotowi ciężko pracować, by wykonywać ten zawód. Są i tacy, którzy chcą uzyskać jakąkolwiek specjalizację, bo dzięki niej łatwiej jest wyjechać na Zachód.

Lekarze podkreślają, że specjalizacja z medycyny ratunkowej jest bardzo ciężka, na dyżurach się nie odpoczywa. – Na domiar złego oddziały ratunkowe są skrajnie niedofinansowane. NFZ pokrywa jedną czwartą kosztów ich działania, co odbija się na pensjach personelu – mówi prof. Juliusz Jakubaszko, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej. – Lekarze są przeciążeni pracą. To na oddziały ratunkowe trafiają pacjenci, którzy w nocy i w święta nie są objęci opieką lekarza rodzinnego. Za niewydolność systemu płacimy my – dodaje.

Ministerstwo Zdrowia zastanawia się nad poprawą finansowania oddziałów ratunkowych. Pieniądze, tak jak w przypadku ambulansów, mają trafiać z budżetu państwa, a nie przez NFZ. Resort ma się tym zająć w drugiej połowie tego roku.

Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki s.szparkowska@rp.pl
rp.pl

Nocna pomoc

NFZ, lekarz, medycyna, przychodnia Brak Komentarzy »

Warszawscy lekarze rodzinni wciąż spierają się z Narodowym Funduszem Zdrowia o tzw. nocną wyjazdową pomoc lekarską. Według Adama Pacewicza z mazowieckiego oddziału Funduszu, powinny ją świadczyć wszystkie przychodnie podstawowej opieki zdrowotnej. Znaleźliśmy jednak tylko jedną - to Bonder Medica należąca do spółki Medycyna Rodzinna (ma pod opieką 250 tys. pacjentów).

W nocy z poniedziałku na wtorek pojechaliśmy na Grójecką 186, gdzie mieści się Bonder Medica. Okazało się jednak, że lekarze czekają pod telefonami w swoich domach. Na miejscu dyżurowała jedynie Agata Więcek. - Jeśli pacjent domaga się przyjazdu lekarza, recepcjonistka łączy rozmowę do mnie. Gdy to coś poważnego, radzę mu wezwać pogotowie, bo my nie podajemy leków tylko wypisujemy recepty - tłumaczy. - Gdy to lekka przypadłość, zapraszam go do przychodni. Dopiero, jeśli pacjent upiera się, żeby lekarz przyjechał do niego, wysyłam ekipę. Zwykle okazuje się, że to błahostka, ale wezwanie lekarza w nocy jest wygodniejsze i tańsze, więc niektóre osoby to wykorzystują.

Jej zdaniem lekarki, nocna pomoc lekarska powinna służyć przede wszystkim obłożnie chorym, a nie tym, którym nie chce się wyjść z domu.

Inne przychodnie, w tym największe ZOZ-y (należy do nich 800 tys. pacjentów) na razie nie jeżdżą w nocy. Nie zgadzają się na ten dodatkowy obowiązek, o ile NFZ nie da na to dodatkowych pieniędzy. - Przyjmujemy pacjentów wyłącznie w poradni - mówi Tomasz Droń, wicedyrektor ZOZ-u Mokotów.

Dla kogo nocna pomoc?

Z nocnej wyjazdowej pomocy lekarskiej w przychodni Bonder Medica mogą korzystać pacjenci zapisani go lekarza pierwszego kontaktu w przychodniach: Sanitas, ul. Cybisa, Zdrowa Rodzina, ul. Cybisa, dr Szydziak, ul. Cybisa, dr Badowska-Fota ul. Cybisa, NZOZ Zielony Ursynów, Centrum Medyczne, ul. Banacha, Maria Woźniak, Maria Grabowska, NZOZ, ul. Karmelicka, Centrum Medyczne Zdrowie, NZOZ Mariańska, NZOZ Konwiktorska, Centrum Geriatrii, ul. Emilii Plater, Pro-Medica, Zdrowie-Ursus, Medea, ul. Kleczewska, Puchatek, ul. Piękna, NZOZ Łomianki, ul. Warszawska 31, Gad-Med, NZOZ , ul. Świętokrzyska, NZOZ Mokotowska, NZOZ Sol-med Przychodnia Juniperus w Izabelinie, Med.-Centrum ul. Bednarska, Corten-Medic, Attis, Salva-Med., ul. Brzeska, Kaar-Med., ul. Bitwy Warszawskiej , NZOZ, ul. Bellotiego, Medycna Rodzinna, Bonder, Polmed, ul. Poznańska, Promedica, ul. Oczki, Hipoktrates, ul. Żóławskiego

WP Theme & Icons by N.Design Studio - Polski Wordpress
Aktualności RSS Komentarze RSS Zaloguj się