Tracimy lekarzy ratowników

lekarz, medycyna, przychodnia Brak Komentarzy »

Medycy wyjeżdżają za granicę. Ministerstwo chce temu zapobiec i skraca ścieżkę uzyskania specjalizacji

Specjalistów medycyny ratunkowej powinno być w Polsce około 3 tysięcy. Jest 500, z czego niewiele ponad połowa pracuje w zawodzie. – To właśnie lekarze tej specjalności najczęściej wyjeżdżają za granicę. Zaświadczenie pozwalające na pracę za granicą wziął już co dziesiąty z nich – mówi Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

A od tych specjalistów często zależy życie ludzi. – To do lekarza medycyny ratunkowej trafia na oddział ratowniczy pacjent w bardzo ciężkim stanie i bezpośrednim zagrożeniu życia: po wypadku, po zawale serca – mówi Krzysztof Wójcikiewicz, wicedyrektor szpitala św. Wojciecha w Gdańsku.

Ministerstwo Zdrowia stara się zaradzić problemom, przygotowując specjalne przepisy. – Otwieramy krótką ścieżkę uzyskiwania specjalizacji z tej dziedziny medycyny. Liczymy, że dzięki temu zyskamy 500 nowych specjalistów – zapowiada Andrzej Włodarczyk, wiceminister zdrowia. Z tej drogi będą mogli skorzystać lekarze, którzy już mają specjalizację, ale w innych dziedzinach.

Czy to załatwia problem? Eksperci martwią się, że młodzi lekarze nie chcą otwierać specjalizacji. – Kiedyś konkurencja, by dostać się na specjalizację, była ogromna. Teraz w moim regionie na pięć miejsc zgłosiło się tylko trzech chętnych – opowiada Krzysztof Wójcikiewicz.

Lekarze mają małą motywację, by robić specjalizację, bo – zgodnie z ustawą o ratownictwie medycznym – mają na to czas aż do 2020 roku. Ale nie tylko – niedawno pisaliśmy, że młodzi medycy zamiast neonatologii, z której specjalistów dramatycznie brakuje, wybierają bardziej intratne położnictwo. Mało jest chętnych do zawodu anestezjologa. – Decyduje motywacja finansowa – przyznają.

Prof. Wojciech Gaszyński, anestezjolog i specjalista medycyny katastrof: – Zaczynam się zastanawiać nad motywacją młodych ludzi. W tych dziedzinach, w których nie ma możliwości dorobienia sobie poza publiczną służbą zdrowia, prowadzenia prywatnych gabinetów, zainteresowanie specjalizacją jest bardzo małe. Mniej więcej 15 procent wszystkich zaczynających specjalizację z medycyny ratunkowej to pasjonaci, którzy są gotowi ciężko pracować, by wykonywać ten zawód. Są i tacy, którzy chcą uzyskać jakąkolwiek specjalizację, bo dzięki niej łatwiej jest wyjechać na Zachód.

Lekarze podkreślają, że specjalizacja z medycyny ratunkowej jest bardzo ciężka, na dyżurach się nie odpoczywa. – Na domiar złego oddziały ratunkowe są skrajnie niedofinansowane. NFZ pokrywa jedną czwartą kosztów ich działania, co odbija się na pensjach personelu – mówi prof. Juliusz Jakubaszko, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej. – Lekarze są przeciążeni pracą. To na oddziały ratunkowe trafiają pacjenci, którzy w nocy i w święta nie są objęci opieką lekarza rodzinnego. Za niewydolność systemu płacimy my – dodaje.

Ministerstwo Zdrowia zastanawia się nad poprawą finansowania oddziałów ratunkowych. Pieniądze, tak jak w przypadku ambulansów, mają trafiać z budżetu państwa, a nie przez NFZ. Resort ma się tym zająć w drugiej połowie tego roku.

Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki s.szparkowska@rp.pl
rp.pl

Nocna pomoc

NFZ, lekarz, medycyna, przychodnia Brak Komentarzy »

Warszawscy lekarze rodzinni wciąż spierają się z Narodowym Funduszem Zdrowia o tzw. nocną wyjazdową pomoc lekarską. Według Adama Pacewicza z mazowieckiego oddziału Funduszu, powinny ją świadczyć wszystkie przychodnie podstawowej opieki zdrowotnej. Znaleźliśmy jednak tylko jedną - to Bonder Medica należąca do spółki Medycyna Rodzinna (ma pod opieką 250 tys. pacjentów).

W nocy z poniedziałku na wtorek pojechaliśmy na Grójecką 186, gdzie mieści się Bonder Medica. Okazało się jednak, że lekarze czekają pod telefonami w swoich domach. Na miejscu dyżurowała jedynie Agata Więcek. - Jeśli pacjent domaga się przyjazdu lekarza, recepcjonistka łączy rozmowę do mnie. Gdy to coś poważnego, radzę mu wezwać pogotowie, bo my nie podajemy leków tylko wypisujemy recepty - tłumaczy. - Gdy to lekka przypadłość, zapraszam go do przychodni. Dopiero, jeśli pacjent upiera się, żeby lekarz przyjechał do niego, wysyłam ekipę. Zwykle okazuje się, że to błahostka, ale wezwanie lekarza w nocy jest wygodniejsze i tańsze, więc niektóre osoby to wykorzystują.

Jej zdaniem lekarki, nocna pomoc lekarska powinna służyć przede wszystkim obłożnie chorym, a nie tym, którym nie chce się wyjść z domu.

Inne przychodnie, w tym największe ZOZ-y (należy do nich 800 tys. pacjentów) na razie nie jeżdżą w nocy. Nie zgadzają się na ten dodatkowy obowiązek, o ile NFZ nie da na to dodatkowych pieniędzy. - Przyjmujemy pacjentów wyłącznie w poradni - mówi Tomasz Droń, wicedyrektor ZOZ-u Mokotów.

Dla kogo nocna pomoc?

Z nocnej wyjazdowej pomocy lekarskiej w przychodni Bonder Medica mogą korzystać pacjenci zapisani go lekarza pierwszego kontaktu w przychodniach: Sanitas, ul. Cybisa, Zdrowa Rodzina, ul. Cybisa, dr Szydziak, ul. Cybisa, dr Badowska-Fota ul. Cybisa, NZOZ Zielony Ursynów, Centrum Medyczne, ul. Banacha, Maria Woźniak, Maria Grabowska, NZOZ, ul. Karmelicka, Centrum Medyczne Zdrowie, NZOZ Mariańska, NZOZ Konwiktorska, Centrum Geriatrii, ul. Emilii Plater, Pro-Medica, Zdrowie-Ursus, Medea, ul. Kleczewska, Puchatek, ul. Piękna, NZOZ Łomianki, ul. Warszawska 31, Gad-Med, NZOZ , ul. Świętokrzyska, NZOZ Mokotowska, NZOZ Sol-med Przychodnia Juniperus w Izabelinie, Med.-Centrum ul. Bednarska, Corten-Medic, Attis, Salva-Med., ul. Brzeska, Kaar-Med., ul. Bitwy Warszawskiej , NZOZ, ul. Bellotiego, Medycna Rodzinna, Bonder, Polmed, ul. Poznańska, Promedica, ul. Oczki, Hipoktrates, ul. Żóławskiego

WP Theme & Icons by N.Design Studio - Polski Wordpress
Aktualności RSS Komentarze RSS Zaloguj się